Ostatnie spotkanie w Bibliotece Miejskiej z udziałem Pana Edwarda Kubiaka 15.11.2012

Historia pośród kwiatów, czyli Edward Kubiak

Rodzice Edwarda Kubiaka, Hildegarda Badtke, Kaszubka z Puc­ka i Jan Kubiak, muzyk ze Zgierza, pobrali się w 1930 r. Ojciec służył w Marynarce Wojennej, grał w or­kiestrze reprezentacyjnej, przed wojskiem pracował w niemieckiej kopalni w Westfalii, po wojsku zaś przygrywał w lokalach oraz w kinie, w trakcie projekcji niemych filmów.

Kubiakowie mieli czworo dzie­ci: Janinę, Edwarda, Andrzeja i Ta­deusza. Do Łeby przyjechali, z kil­kumiesięcznym przystankiem w Lęborku, z końcem 1945 roku, ściągnięci przez wuja pracującego w urzędzie repatriacyjnym. Poprzez tego wuja Jan Kubiak otrzymał pra­cę w Zarządzie Miejskim Łeby (był jednym z pierwszych urzędników USC). Zamieszkali przy ul. 1 Maja w jednym domu z niemiecką ro­dziną Kainów, do czasu wyjazdu Niemców sześcioro gnieździli się w jednym pokoju. Trudny czas po­wojennej biedy przetrzymali dzię­ki pasztetowi z dorszowych wątró­bek oraz krowie z UNR-y.

12-letni Edward w 1946 w cią­gu jednego roku zrobił trzy klasy szkoły powszechnej, w maju te­goż roku przyjął Pierwszą Komu­nię Świętą. Należał do harcerstwa, zorganizowanego w Łebie przez braci Klińskich, synów szewca. W 1948 jeździł do lęborskiego gimnazjum, później do Publicz­nej Średniej Szkoły Metalowej w Gdańsku. Najstarsza siostra Jani­na już w 1946 r. wstąpiła do zako­nu. Jako ministrant Edward Kubiak pamięta kolędowanie z probosz­czem o. Cieślikiem i jego następ­cami po przynależnych do łebskiej parafii wioskach, wspomina zasły­szane rozmowy okolicznych gospo­darzy, przeciwnych zaprowadzanej w Polsce ideologii. Od 1950 r. był kancelistą Urzędu Miejskiego, na­stępnie pracował w geesie, Rybmorze, a od 1959 do 1985 roku jako radiolatarnik.

Bez wątpienia jeden z pierw­szych łebskich kapitalistów: „Z kwiatkami wystartowałem ok. 30 lat temu. Mama dostała raz nasio­na goździków, była to niezwykła od­miana, nigdy później nie udało mi się już na nią trafić – piękne, duże, wysokie i pachnące kwiaty. Obie­całem dostarczyć je na jakąś uro­czystość do Karczmy Słowińskiej, dwa razy zrywałem całe naręcza z ogródka, ale nie doszedłem z nimi do karczmy, ludzie rozebrali mi je po drodze, bo było to akurat na Jana.

To mi dało do myślenia, za zarobio­ne wtedy pieniądze kupiłem chyba ze 100 czy 200 krzaków róż, no i…”

Z Bożeną, córką dyrektora ban­ku (i do tego urodzoną w banku!) pobrali się w 1957 roku. Z dwojga dzieci pochowali już syna, córka żyje ze swoją rodziną w Łebie.

Edward Kubiak jest znanym po­wszechnie w Łebie pasjonatem hi­storii naszego miasteczka. Ktoś kie­dyś zażartował, że Kubiak przycho­dzi na spotkania, prostować profe­sorów. Mówi, że zawsze interesował się historią, ale tą odleglejszą, naj­bardziej zaś starożytną. Praca radiolatarnika sprzyjała pogłębieniu tych zainteresowań.” Żeromski na latarni napisał „Wiatr od morza”, ja zacząłem się zajmować historią”.

Ma piękne kaligraficzne pi­smo, mnóstwo starych zdjęć, strzę­pów informacji, uzyskanych głów­nie dzięki rozległym kontaktom z Niemcami, ale też wskutek wła­snych poszukiwań. Wyszperany­mi ciekawostkami, jak żywą tkan­ką, wypełnia suchy szkielet histo­rii. Nam wypada mieć nadzieję, że od czasu do czasu uzna autory­tet polskich historyków przed za­cnymi niemieckimi ziomkami. Ze­brał niemałą kolekcję przydom­ków współczesnych łebian. Zapy­tany, co najbardziej podoba mu się w Łebie, odpowiedział: “Front za­budowań”.

Żona Pana Edwarda była przed zamążpójściem członkinią łebskiej Sodalicji Mariańskiej. Pan Edward z pewnym rozrzewnieniem wspo­mina tamte dawne, biedne, ale chyba lepsze czasy. „Młodzież była wtedy zintegrowana w harcerstwie i Sodalicji. Nie było tygodnia bez spotkań, wycieczek czy potańcó­wek, mimo biedy umieliśmy się ba­wić. Gdy organizacje przykościelne zostały zakazane, Sodalicja spoty­kała się nadal, tylko, że co tydzień ktoś inny prowadził adoracje ko­ścielne, aby „przestępstwo” nie szło na konto jednej osoby. A dzi­siaj? Czy z nami, Polakami to już tak być musi, że garniemy się tylko do tego, co jest zakazane?