Rodzice Edwarda Kubiaka, Hildegarda Badtke, Kaszubka z Pucka i Jan Kubiak, muzyk ze Zgierza, pobrali się w 1930 r. Ojciec służył w Marynarce Wojennej, grał w orkiestrze reprezentacyjnej, przed wojskiem pracował w niemieckiej kopalni w Westfalii, po wojsku zaś przygrywał w lokalach oraz w kinie, w trakcie projekcji niemych filmów.
Kubiakowie mieli czworo dzieci: Janinę, Edwarda, Andrzeja i Tadeusza. Do Łeby przyjechali, z kilkumiesięcznym przystankiem w Lęborku, z końcem 1945 roku, ściągnięci przez wuja pracującego w urzędzie repatriacyjnym. Poprzez tego wuja Jan Kubiak otrzymał pracę w Zarządzie Miejskim Łeby (był jednym z pierwszych urzędników USC). Zamieszkali przy ul. 1 Maja w jednym domu z niemiecką rodziną Kainów, do czasu wyjazdu Niemców sześcioro gnieździli się w jednym pokoju. Trudny czas powojennej biedy przetrzymali dzięki pasztetowi z dorszowych wątróbek oraz krowie z UNR-y.
12-letni Edward w 1946 w ciągu jednego roku zrobił trzy klasy szkoły powszechnej, w maju tegoż roku przyjął Pierwszą Komunię Świętą. Należał do harcerstwa, zorganizowanego w Łebie przez braci Klińskich, synów szewca. W 1948 jeździł do lęborskiego gimnazjum, później do Publicznej Średniej Szkoły Metalowej w Gdańsku. Najstarsza siostra Janina już w 1946 r. wstąpiła do zakonu. Jako ministrant Edward Kubiak pamięta kolędowanie z proboszczem o. Cieślikiem i jego następcami po przynależnych do łebskiej parafii wioskach, wspomina zasłyszane rozmowy okolicznych gospodarzy, przeciwnych zaprowadzanej w Polsce ideologii. Od 1950 r. był kancelistą Urzędu Miejskiego, następnie pracował w geesie, Rybmorze, a od 1959 do 1985 roku jako radiolatarnik.
Bez wątpienia jeden z pierwszych łebskich kapitalistów: „Z kwiatkami wystartowałem ok. 30 lat temu. Mama dostała raz nasiona goździków, była to niezwykła odmiana, nigdy później nie udało mi się już na nią trafić – piękne, duże, wysokie i pachnące kwiaty. Obiecałem dostarczyć je na jakąś uroczystość do Karczmy Słowińskiej, dwa razy zrywałem całe naręcza z ogródka, ale nie doszedłem z nimi do karczmy, ludzie rozebrali mi je po drodze, bo było to akurat na Jana.
To mi dało do myślenia, za zarobione wtedy pieniądze kupiłem chyba ze 100 czy 200 krzaków róż, no i…”
Z Bożeną, córką dyrektora banku (i do tego urodzoną w banku!) pobrali się w 1957 roku. Z dwojga dzieci pochowali już syna, córka żyje ze swoją rodziną w Łebie.
Edward Kubiak jest znanym powszechnie w Łebie pasjonatem historii naszego miasteczka. Ktoś kiedyś zażartował, że Kubiak przychodzi na spotkania, prostować profesorów. Mówi, że zawsze interesował się historią, ale tą odleglejszą, najbardziej zaś starożytną. Praca radiolatarnika sprzyjała pogłębieniu tych zainteresowań.” Żeromski na latarni napisał „Wiatr od morza”, ja zacząłem się zajmować historią”.
Ma piękne kaligraficzne pismo, mnóstwo starych zdjęć, strzępów informacji, uzyskanych głównie dzięki rozległym kontaktom z Niemcami, ale też wskutek własnych poszukiwań. Wyszperanymi ciekawostkami, jak żywą tkanką, wypełnia suchy szkielet historii. Nam wypada mieć nadzieję, że od czasu do czasu uzna autorytet polskich historyków przed zacnymi niemieckimi ziomkami. Zebrał niemałą kolekcję przydomków współczesnych łebian. Zapytany, co najbardziej podoba mu się w Łebie, odpowiedział: “Front zabudowań”.
Żona Pana Edwarda była przed zamążpójściem członkinią łebskiej Sodalicji Mariańskiej. Pan Edward z pewnym rozrzewnieniem wspomina tamte dawne, biedne, ale chyba lepsze czasy. „Młodzież była wtedy zintegrowana w harcerstwie i Sodalicji. Nie było tygodnia bez spotkań, wycieczek czy potańcówek, mimo biedy umieliśmy się bawić. Gdy organizacje przykościelne zostały zakazane, Sodalicja spotykała się nadal, tylko, że co tydzień ktoś inny prowadził adoracje kościelne, aby „przestępstwo” nie szło na konto jednej osoby. A dzisiaj? Czy z nami, Polakami to już tak być musi, że garniemy się tylko do tego, co jest zakazane?
- Ostatnie spotkanie w Bibliotece Miejskiej z udziałem Pana Edwarda Kubiaka 15.11.2012
- Grób Pański w naszym kościele, rok 1949; harcerz z lewej to Edward Kubiak

