Zwyczajne życie

Pan Karol Karziewicz urodził się w 1929 roku w Klonówce woj. Wilno. W 1946 przyjechał z rodzicami i siostrą do Bra­niewa. Tu chodził do gimnazjum o profilu rachunkowości. Dwa lata później wcielony został do Służby Polsce i wysłany na Śląsk do budowy kopalni „Ziemowit”. Wytypowano go na zjazd ZMP we Wrocławiu i wraz z grupą młodzieży przy­słano wcześniej na szkolenie morskie w Łebie. I stało się —Pan Karol zaraził się morzem (i Łebą).

Wrócił do Braniewa, ale już z postanowieniem zosta­nia rybakiem. Napisał podanie do Państwowego Centrum Wychowania Morskiego w Łebie i został przyjęty na kurs, jego ukończenie było w Gdyni. Powołany do wojska, do marynarki – kolejno służył w Ustce, Gdyni i Białej Górze. W którymś momencie wojska sytuacja sprawiła, że przez dwa tygodnie non stop był na służbie. Po zakończeniu tego maratonu dowódca w nagrodę zabrał go do kina w Wierz­chucinie. Rzeczywiście była to nagroda: tam spotkał i zapo­znał Panią Elę, swoją nagrodę na resztę życia. Są małżeństwem od pięćdziesięciu lat. Po wojsku Pan Karol wyjechał rybaczyć do Darłowa, a w 1955 roku przyjął się do Spółdzielni Rybołówstwa Morskiego w Łebie jako rybak na Łeb-3, później szyper Łeb 12.

Żona Pana Karola jest Kaszubką, urodziła się w Wierz­chucinie. Dochowali się sporej rodziny: trzech córek i czte­rech synów. Mają już dwanaścioro wnucząt. Pani Ela od 1961 roku należy do Róży Różańcowej; przez trzydzieści lat nosiła w procesjach sztandar Matki Bożej Różańcowej, czyn­nie angażowała się przy pracach porządkowych oraz zwią­zanych z wystrojem kościoła. Pamięta, jak w latach sześćdziesiątych, za proboszcza o. Zawodnego, parafię nawiedził obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Wówczas to śp. E. Wyka i P. Strzegowski wpadli na pomysł, aby w strojach rybackich adorować Matkę w Jej obrazie. To właśnie od tamtego czasu datuje się rybacka adoracja przy Grobie Pańskim i sym­boliczny udział w procesjach. W tamtym też czasie proboszcz zamówił u malarza (czy ktoś zna nazwisko tego malarza?) obraz św. Mikołaja, patrona rybaków. Na ten cel prosił para­fian o zbiórkę pieniędzy. Gdy obraz był już w ołtarzu, władze miasta ukarały proboszcza za tę zbiórkę kwotą trzech ty­sięcy złotych. Pan Karol i kilku innych rybaków zaangażo­wanych w sprawę mieli z tego powodu kolegium.

Dzieci Państwa Karziewiczów, tak jak i rodzice, były na swoją miarę zaangażowane przy kościele: czterech synów było ministrantami, a córki zawsze przyszykowane do procesji. Karziewiczowie mieszkają w domu, w którym przed wojną mieszkał z rodziną Ulrich Dorow, dawny prze­wodniczący Związku Byłych Łebian. Utrzymują wzajemny kontakt do dzisiaj.

Małżonkowie zgodnie twierdzą, że w zabieganiu o utrzymanie licznej rodziny było zwyczajne życie. Dzisiaj dzieci już się usamodzielniły, wraz ze swoimi rodzinami roz­sypane są w kraju i za granicą (dwoje pozostało w Łebie), a zwyczajne życie Pani Eli i Pana Karola toczy się dalej.