Żeby jakoś żyć w tej Łebie, zaczęliśmy ze szwagrem rybołówstwo – mówi Władysław Miakisz, który 12 listopada 1945 roku osiedlił się w Łebie, namówiony przez Zenona Hokusza, męża swojej siostry.
Pan Władysław Miakisz pochodzi z Wileńszczyzny. Do 1944r., do czasu powołania do wojska (do polskiej armii), pracował w gospodarstwie rodziców. Tuż po demobilizacji w listopadzie 1945 przyjechał do Łeby, gdzie już był szwagier Hokusz oraz kilku innych kolegów żołnierzy. Objął poniemieckie gospodarstwo z domem, w którym mieszka do dziś. Wówczas mieszkali w nim jeszcze niemieccy gospodarze – stary Niemiec z synową i wnukiem. Dobrze mieszkało im się razem, Niemcy byli zadowoleni, bo polski żołnierz stanowił dla nich ochronę przed Ruskimi. ” Czas powojenny był – wiadomo -trudny: Gospodarka – mizerna, więc żeby jakoś żyć w tej Łebie, zaczęliśmy ze szwagrem rybołówstwo -mówi Pan Władysław. Sprzętu rybackiego też nie było: większość z niego uprowadzili Rosjanie, a przed ich wejściem na kilku kutrach uciekli Niemcy. W porcie zimowym stała podtopiona łódź – wyciągnęliśmy ją i zabrali na stocznię. Okazało się, że jest to szalupa ratunkowa z Wilhelma Gustloffa, niemieckiego transportowca zatopionego na wysokości Łeby. Miała numer 12. Po wyremontowaniu był to nasz Łeb – 12, na którym w czerwcu 1946 roku wypłynęliśmy na pierwszy połów. Łowiliśmy na nim 5 lat.
Później Pan Władysław poszedł do Spółdzielni „ Rybak Morski” i rybaczył już na dużym, drewnianym kutrze do roku 1979. Ożenił się w 1952r. Żonę Irenę zapoznał w Iławie, gdzie jeździł do rodziny Hokuszów, czasowo wysiedlonych z Łeby. Żona zmarła w 1989r.
Należał tylko do związku rybaków morskich, nigdy do partii. Ja poznałem te ichnie partie już w 1939 roku, jak Rosjanie do nas wstąpili -mówi. Ponad trzydzieści lat gospodarzył na morzu i – podczas sztormów – na roli. Lubi Łebę, ale zauważa tutaj dziwną rzecz: kiedyś było biedniej, ale weselej; teraz jest niby lepiej, ale jakoś smutniej.
Może znowu potrzeba wyremontować szalupę? Jaką?
- Miakisz Władysław
