Raszkiewicz Mieczysław

Foto-opowieść Ireny Łopuszańskiej

Z Drui – ośmiotysięcznego miasteczka na wileńszczyźnie i z jego okolic w dawnym powiecie Bracław, przybyły po wojnie do Łeby rodziny Miłoszów, Chojeckich, Lepków, Horodeckich i Raszkiewiczów.

Foto – opowieść o powojennej Łebie snujemy razem z Ireną Łopuszańską, córką Konstancji i Mieczysława Raszkiewiczów (zdjęcia Ireny: komunijne z ks. Rozynkiem i z procesji Bożego Ciała ulicą Kościuszki oraz współczesne ze szwagierką). Wyjątkowo bogatą – jak na tamte czasy – ilość zdjęć w domowym albumie Pani Irena wyjaśniła następująco: Tata był przekonany, że wróci na swoje do Drui, dlatego fotografował nas tutaj często i wysyłał zdjęcia do rodziny, co została na Wschodzie, aby pomimo odległości utrzymać bieżący kontakt.

Mieczysław Raszkiewicz przyjechał do Łeby już w listopadzie 1945r., krótko po powrocie z wojny (doszedł do Berlina z frontem wschodnim), Konstancja Raszkiewicz przyjechała w kwietniu 1946. Oboje na zdjęciach: z małymi Fryckiem i Hansem, synami Niemców, z którymi przyszło dzielić przez kilka lat dom przy ul. Powstańców Warszawy oraz z przydziałowym koniem z „unry”; ten koń – jak się okazało – wcale nie nadawał się do pracy, to był chyba koń do jazdy.

Teraz już rodzina w komplecie: rodzice z dziećmi Ireną i Henrykiem (na zdjęciu z parku widać w tle nieistniejącą już kamienną fontannę).

Wielkanocne spotkanie u sąsiadów z bliska i daleka u Raubów na Świerczewskiego. Irena – to ta dziewczynka z dużą kokardą na ręcach taty. Ja rozpoznaję z trudem dawne sąsiadki – trzy panie Horodeckie. A co to była za okazja tak licznego spotkania? – zapytałam. Okazja? – usłyszałam – Taka, że ludzie kiedyś naprawdę spotykali się ze sobą. I naprawdę rozmawiali. Do dzisiaj pamiętam,jak do taty przychodził Pan Miakisz, rozmawiali o wojnie, o dawnych czasach. My jako dzieci przysłuchiwaliśmy się tym rozmowom starszych, to chyba dlatego historia stała się tak wielką pasją mojego brata, który choć jest wykładowcą akademickim psychologii, to w swojej pracy naukowej zdarza mu się łączyć obie te dziedziny.

Henryk Raszkiewicz: to ten chłopczyk w marynarskim ubranku i ten malec z kółkiem pod kasztanem (a propos kasztana – od Pani Ireny dowiedziałam się, że jeden z sąsiadów Raszkiewiczów na podwórkowym kasztanie chował swoje córki przed Rosjanami podczas stacjonowania krasnoarmiejców w Łebie).

Henryk Raszkiewicz studiował psychologię na Uniwersytecie Warszawskim, zrobił doktorat i kontynuuje pracę naukową; siostrze dedykował książkę o hermetycznie dla laików brzmiącym tytule: “Studia nad preferencjami umysłowymi typu racjonalnego”.

Henryk Raszkiewicz podczas studiów śpiewał w akademickim chórze Uniwersytetu Warszawskiego, a Pani Irena śpiewa do dzisiaj w parafialnym chórze Echo Teresy Trylewicz.

Może kiedyś uda się nam namówić Pana Henryka, aby w oparciu o fundament swoich naukowych dyscyplin, a także pasji i łebskiego dzieciństwa, zechciał na naszych łamach podzielić się swoją refleksją o zmianach w Łebie.